środa, 19 lutego 2014

Rozdział 2. Koniec początku

   Wszyscy posłusznie stawili się w sali gościnnej wielkiego lorda. Hansei posłała jeszcze jedno gniewne spojrzenie kuzynce i bezdźwięcznie poruszyła ustami: ''już nie żyjesz''. Mała fuknęła cicho i uniosła z dumą głowę. Przecież nic złego nie zrobiła. To ona się źle zachowuje. Ten brodaty mężczyzna jest mistrzem jedi, więc nie może mieć kobiety.
- Jak się bawi moja córka? - zapytał lord Prazeodym przytulając córkę.
- Świetnie tatku. - odparła Werana
- Czy Anakin był dobrym towarzyszem?
- Och, oczywiście tatusiu.
Lord pogłaskał córkę po głowie. Tak, to zdecydowanie jego oczko w głowie.
- A ty, Hansei? - rzucił od niechcenia
- Świetnie, wuju...
- Dobrze, zatem idźcie jeszcze trochę się pobawić.
Wszyscy odeszli w stronę ogrodu.
- Nie myśl, że ci się upiekło. - syknęła Werana do kuzynki
- Co masz na myśli?
- Jeszcze znajdę sposób, żeby cię wkopać.
- Kochana jak zawsze. - przewróciła oczami starsza dziewczyna i ruszyła w stronę huśtawki.
- Chodź Anakinie. Pokażę ci staw! - krzyknęła dziewczynka, chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła na tył dworu. Na raz zatrzymała się.
- AAAAA!!! - zaczęła piszczeć
- Co się stało? - zapytał zdziwiony chłopak
- P-p-p-pająk!!! - pisnęła Werana i pokazała na trawie małego, żółtego pajączka i schowała się za Anakinem.
Chłopak przewrócił oczami, wziął pająka na rękę i odniósł na bezpieczną odległość.
- Mój ty bohaterze! - krzyknęła teatralnie dziewczynka i rzuciła się chłopakowi na szyję.
- Dusisz mnie... - wydyszał Anakin, mimo to mała lordówna nie zwalniała uścisku.
- Ok, starczy tego dobrego. - rzuciła za chwilę i jak gdyby nigdy nic usiadła nad stawem, nucąc tylko sobie znaną melodię.
Zdziwiony chłopak usiadł obok niej.
- Znam tą melodię. Moja mama mi ją śpiewała jak byłem mały.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko rzuciła kamyk do wody.
- Nie wrócisz już, prawda? - zapytała nagle
- Ja... Nie wiem... - odparł zakłopotany młodzieniec
- Zawsze to samo. Polubię kogoś, a on już nigdy nie wraca. Dobra, chodźmy już, bo jeszcze się popłaczę.
*   *   *
- Hansei odprowadź panów do wyjścia...
Dziewczyna skłoniła się lekko przed wujkiem i odwróciła w stronę wyjścia. W oczach miała łzy. Od zawsze wuj obwiniał ją o śmierć matki, która zmarła przy porodzie. Poczuła czyjś dotyk na skórze. To był Obi. Tylko on jej został.
Anakin popatrzył tęsknym wzrokiem na Weranę, która posłała mu buziaka na pożegnanie tak, żeby nikt nie zobaczył i ruszył za swoim mistrzem.
- Obi? Kiedy tu wrócimy? - zapytał niecierpliwie, kiedy siedzieli już na statku
- A co? Czyżby ktoś wpadł ci w oko?
- Mi? Skądże! Jak mogłeś tak pomyśleć! - krzyknął chłopak nie zbyt dobrze ukrywając kłamstwo
- No taaaak, masz rację. Ty? Miałbyś się ZAKOCHAĆ? Niemożliwe. - Odpowiedział jego mistrz akcentując każde słowo.
Dobrze wiedział co tak naprawdę czuje jego uczeń. Uśmiechnął się do siebie.
Anakin podszedł do okna statku, wpatrując się tęsknie w przestrzeń kosmiczną. To jeszcze nie koniec Werano. To jeszcze nie koniec.


O matko... Nie wiem co mnie podkusiło, żeby to pisać dalej XD Naprawdę nie wiem. I skąd wena na SW podczas oglądania Harry'ego? ;-; tego pojąć nie potrafię.

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 1. Początek

     -I pamiętaj Anakinie. Masz się zachowywać przyzwoicie. Lord Prazeodym jest dla nas bardzo ważny. Jeśli będziesz niemiły dla jego córki... Nie chcę wiedzieć co się stanie...
-Ale to bez sensu. Mam tam jechać tylko po to, żeby spędzić czas z jakąś wymalowaną, ubraną w falbanki, rozkapryszoną...
-Anakin.- Obi-Wan posłał chłopcu surowe spojrzenie.- Werana na pewno jest bardzo miłą... Yyy... Grzeczną i wcale nie kapryśną dziewczynką.
-Obi... Serio w to wierzysz? One wszystkie są takie same! A ty niby co będziesz wtedy robić?
-Siostrzenica lorda jest moją... Dobrą znajomą.
-Jasne.- Anakin przewrócił oczami- Znajomą... Tak to się teraz nazywa.
-Anakin nie przeginaj, bo będziesz za karę czyścił banthy.- odparł mistrz, mimo wszystko uśmiechając się. Zmienił się sporo od śmierci Qui Gon Jinna. Spoważniał, zapuścił brodę i ściął warkoczyk- znak padawanów. Młody Anakin miał już szesnaście lat. Zmienił się. Swoimi umiejętnościami znacząco wyprzedzał swoich rówieśników. Winda zatrzymała się. Przywitał ich mistrz Windu i zaprowadził do sali gościnnej. Tam czekał już lord Prazeodym ze swoją córką i siostrzenicą. Starsza- Hansei miała na sobie czarną sukienkę z przylegającymi rękawami, wyciętymi plecami i złotymi wykończeniami. Brązowe włosy miała spięte w kok. Werana miała czerwone włosy sięgające do ramion i grzywkę opadającą swobodnie na czoło. Była dosyć niska jak na swój wiek, za to fioletowa sukienka z bufiastymi rękawami i kokardą na plecach prezentowała się na niej perfekcyjnie. Anakinowi z wrażenia opadła szczęka, ale szybko się zreflektował i grzecznie się ukłonił.
-My z mistrzem Windu udamy się na obrady. Zawołamy was, gdy już wszystko będzie ustalone.- powiedział lord i wraz z mistrzem udał się do sali obok. Kenobi zaraz wziął Hansei pod rękę i udał się z nią do ogrodu. Kiedy już wyszli, Werana złapała Anakina za rękę.
-Śledzimy ich?- zapytała entuzjastycznie. Chłopcu zaraz przypomniał się nakaz Obi-Wana- ,,I pamiętaj masz robić wszystko o co poprosi cię Werana.''
-No, chyba nie mam wyboru.
-To biegnijmy!- krzyknęła dziewczynka i pociągnęła chłopaka za sobą. Jej włosy i suknia powiewały podczas biegu. Anakin zastanawiał się jak to jest możliwe, że taka mała istota, w takiej długiej sukni może tak szybko biec i w dodatku się nie przewrócić. Kiedy znaleźli się już w ogrodzie usłyszeli rozmowę Kenobiego i Hansei. Werana odwróciła się do kolegi i przytknęła palec do ust, dając tym do zrozumienia, że mają być cicho. Chłopiec pokiwał głową i zaczął się skradać. Zobaczył swojego mistrza z kuzynką Werany. Siedzieli na huśtawce ogrodowej. Ona była oparta o jego ramię, a on delikatnie gładził jej włosy. Werana z Anakinem zachichotali. Chyba trochę głośniej niż mieli w zamiarze, bo mistrz natychmiast skierował wzrok na krzew, za którym byli schowani.
-Anakin!
-Werana! Jak możesz?
-Jak ja mogę? Chyba jak ty możesz? Wiesz przecież, że ON jest jedi. Nie możecie być razem.- stwierdziła dziewczynka dumna ze swoich spostrzeżeń.
-Ty-mała-larwo!- krzyknęła Hansei oddzielając wyraźnie każde słowo.- Poczekaj aż powiem twojemu ojcu co ty takiego wyrabiasz ze swoimi kolegami i koleżankami w szkole!
-Co masz na myśli?- zapytała z niepokojem dziewczynka.
-Nie pamiętasz? Ostatni wypad do Terb...
-Dobra, dobra będę cicho!
-No i dobra!
-No i dobra!
-Ej dzieciaki! Chodźcie już!- przerwał kłótnię lord Prazeodym.

     Tak, tak wiem kijowe XD Nie musisz od razu krzyczeć ;-; Tak jakoś wzięło mnie na napisanie czegoś głupiego w ten wigilijny wieczór. Mam nadzieję, że się podoba i nie jest takie za bardzo aż dziecinne O.o ale jeśli tak to spokojnie, wszystko się polepszy w pierwszym rozdziale :3 Wesołych świąt! :*